Lifestyle

Witajcie w naszym świecie!

5 marca 2016

Studia, Erasmus, Rzym – plan wydawał się prosty. Wszystko stało się jeszcze łatwiejsze, kiedy okazało się, że na „studenckiej emigracji” nie będę sama. Sama na rzymskim uniwersytecie, na którym studiuje ponad 100 tysięcy studentów. Przed wyjazdem z Polski dowiedziałam się, że do Rzymu oprócz mnie, jedzie jeszcze jeszcze jedna osoba z Poznania, ba nawet z mojego wydziału – kamień z serca. Znając włoską organizację, pomyślałam, że we dwie zawsze łatwiej będzie coś załatwić – teoretycznie, bo to przecież ciągle będą Włochy.

Razem z Kasią, drugą Kasię poznałyśmy w Rzymie podczas dnia powitalnego. Wyznając zasadę, że razem zawsze raźniej, żeby nie napisać, że w kupie siła, postanowiłyśmy wybrać te same przedmioty – tak trafiłyśmy na zajęcia z Social Media Management. Sposób zaliczenia przedmiotu – między innymi prowadzenie bloga o dowolnej tematyce. Dowolnej, czyli jakiej? Dowolnej, czyli o czym!? Pomysłów było wiele, ale cel jeden – stworzyć bloga o czymś w czym jesteśmy dobre, o czymś ciekawym zarówno dla nas, jak i dla osób, które będą chciały to czytać. O czymś co nas łączy, gdzie podstawowym problemem był fakt, że znamy się dokładnie od całych pięciu minut i prócz swoich imion, nazwisk, wieku i uczelni, nie wiedziałyśmy o sobie nic więcej… nic więcej poza tym, że łączy nas miejsce, w którym się znalazłyśmy.

Pomysłów nagle było milion, temat – strzał w dziesiątkę! Przecież sama chętnie czytam blogi ludzi, Polaków mieszkających za granicą. Żaden przewodnik nie odda tego klimatu, nie opisze kraju w ten sposób, jak ktoś kto znalazł się tam przez przypadek, czy też nie, a wszystkiego co widział, co wie nauczyło go po prostu codzienne życie. Ta osoba pokazuje nam kraj i żyjących w nim ludzi często spoza punktu widzenia szlaku turystycznego, spoza punktu widzenia przewodnika. Pokazuje nam takie życie, o którym my chcemy opowiadać Wam na nasz sposób – trochę z punktu widzenia turystek, trochę z perspektywy studentek stojących w nieskończonym korku, w wiecznie spóźnionym, na dodatek kompletnie zatłoczonym autobusie w drodzę na uczelnie. Chcemy opowiedzieć Wam gdzie zjeść wracając w sobotę nad ranem do domu. Gdzie i jak się ubrać, bo tutaj Dolce&Gabbana od czasu do czasu może być na naszą kieszeń. Mogłabym jeszcze długo wymieniać.

Piszę na kolanie w pociągu, szok kontrola biletów – gatunek we Włoszech uważany raczej za wymierający, jeśli już nie wymarły, wybiła mnie z rytmu, straciłam wątek…

Nazwa bloga. Ten wpis, z przydługim wstępem – wybaczcie, miał być właśnie o niej. Początkowe pomysły pominę, bo wstyd. Poziom kreatywności pukał w dno od spodu. Wiecie jak to jest jeśli bardzo chcecie coś wymyślić i chcecie, żeby było bardzo dobre, żeby zwalało z nóg – przynajmniej mi w takich momentach prawie nigdy do głowy nie przychodzi nic takiego. Jak to zawsze bywa pomysł przyeszedł z nienacka, co więcej okazał się banalnie prosty. Trzy rzeczy, które dają człowiekowi w życiu szczęście: miłość (nie podlega dyskusji), dobre jedzenie (tu zamiennie z czekoladą), i podróże. Do pełni szczęścia chciałoby się jezcze dodać zakupy/ciuchy (co nota bene równie dobrze, można skategoryzować jako miłość), ale ponieważ kiepsko się rymowało, oczywistość zostawiamy w domyśle. Dlaczego po angielsku? Ponieważ zajęcia prowadzone są w języku włoskim i też w takim powinnyśmy pisać, wynegocjowałyśmy możliwość tworzenia bloga dwujęzycznego. Logika dość pokrętna, ale angielska nazwa po postu była najłatwiejszym kompromisem, żeby te dwa światy ze sobą pogodzić.

Zatem o trójstopniowym, polsko-włoskim sensie życia, prosto z Rzymu, my dla Was!

Only registered users can comment.

  1. super!!!!! witamy dziewczyny! p.s gdzie studjujecie ( ja sapienza)
    fajnie by bylo sie spotkac!
    powodzenia w prowadzeniu bloga, inna blogerka! 😉

    1. Bardzo nam miło, dziękujemy! 🙂 Zawsze powtarzam, że świat jest mały – pozdrawiamy z Sapienzy! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *