Lifestyle

Treno in ritardo, czyli pociąg opóźniony…

14 marca 2016

Zaspałam! Ostatni pociąg do Rzymu, który dawał mi jeszcze jakąkolwiek szansą zdąrzenia na zajęcia, miał odjechać za 25 minut. Może zacznę od tego, że nie mieszkam w samym Rzymie, a w Ladispoli, nadmorskim mieście położonym około 40 kilometrów od stolicy. Dlaczego akurat Ladispoli? Morze, czyste powietrze, dużo mniejszy chaos i w przeciwieństwie do betonowego Rzymu, wiatr latem. Poza tym świetne połączenia komunikacyjne ze stolicą. Pociągi kursują co około 20-30 minut, w zależności od tego, do której rzymskiej stacji chcemy dojechać (wydaje się długo, jednak mieszkając w Poznaniu dłużej jechałam tramwajem z Piątkowa do Ikei, także nie jest źle, poza tym morze rekompensuje wszystkie niedogodności).

Napisałam, ze pociągi kursują? Mala poprawka – pociągi przeważnie kursują lub często kursują jak chcą…

Dzisiaj rano wbiegłam, dumna z siebie, że zdążyłam, na stację – na dodatek z 2-minutowym zapasem. Planowo mój pociąg miał odjechać o godzinie 8.41,  sprawdzam na tablicy i oczom niewierze – nie wiem czy jeszcze śpię czy występuję w nowej części „Powrotu do przeszłości”. Co prawda tablica odjazdów mówi mi, że mój pociąg jeszcze nie odjechał, z tym, ze nie odjechał również żaden przed nim, bowiem wisi tam jeszcze połączenie z 7.25.

Całkiem fajnie zaczyna się ten poniedziałek. Tak fajnie, ze trzeba było zostać w łóżku!

Co prawda zostały podstawione trzy pociągi do Rzymu, jednak nikt nie jest w stanie powiedzieć, który, jeśli w ogóle, odjedzie jako pierwszy. Komunikat: „Pociągi z przyczyn technicznych spowodowanych problemami na trasie kursują z około 80 minutowym opóźnieniem…”

Jeśli nie strajk raz w tygodniu, to inne opóźnienie. Przyzwyczajeni do tego typu sytuacji pasażerowie, w sumie można powiedzieć, że zachowują spokój. Tylko ja przystępuję z nogi na nogę… Na szczęście już po 10 minutach podjeżdża jeden z opóźnionych, Bóg wie ile minut, pociągów. Nie wiem jakim cudem, ale udaje mi się nawet znaleźć miejsce siedzące, wiec spokój powraca również do mnie, chociaż już wiem, ze na zajęcia z historii dziennikarstwa spóźnię się na pewno. Aleksandro, witaj w Italii!

Wygląd 2 klasy zwykłego Regio trochę rekompensuje niedogodności,
ale tylko trochę 🙂

AKTUALIZACJA:

  • 9.45 – Dojechaliśmy do Rzymu – nie jest źle
  • 9.47 – Jest źle – pada deszcz, a ja przecież zaspałam, kto w takich momentach myśli o parasolce, tym bardziej, że w Ladispoli świeciło słońce
  • 9.59 – Od 10 minut siedzę w autobusie, który nie odjeżdża. W sumie to  nie wiem, o której odjechać powinien, bo w Rzymie nie istnieją godzinowe rozkłady jazdy autobusów. W związku z powyższym cieszy mnie sama jego obecność.
  • 10.02 – Pisałam już, że zajęcia zaczynam o 10.00? Jeszcze nie odjechaliśmy.
  • 10.04 – Uwaga, jadę!
  • 10.05 – Czerwone światło i korek – stoimy, chyba wiwaty były przedwczesne.
  • 10.16 – Dojechałam, nawet całkiem zadowolona, bo z takim początkiem dnia, człowiek może spodziewać się wszystkiego.

Po miesiącu dojeżdżania na uczelnię powoli zaczynam rozumieć dlaczego we Włoszech wszyscy się spóźniają i nikt się tym nie przejmuje. Ba, ponoć bardzo niestosowne jest przyjście na umówione spotkanie na długo przed czasem, jak też zwrócenie uwagi spóźnialskiemu. Bezstresowe życie, które z jednej strony dobrze wpływa na nasze zdrowie, z drugiej zaś jeśli chcemy coś pilnie załatwić może być bardzo uciążliwe.

A jak minął Wasz poniedziałkowy poranek?

Only registered users can comment.

  1. Znam ten ból, ja dojeżdżałam do Rzymu na studia codziennie 100 km, a pociąg co godzinę -.- No a potem szłam pieszo, bo nie ufałam autobusom 😉

    1. Fakt, ból jest straszny, zwłaszcza kiedy wiesz, że w momencie kiedy biegniesz na pociąg prawie wszyscy, z którymi studiujesz jeszcze śpią 🙂 Pomijając opóźnienia, strajki i inne atrakcje, chyba krótki spacer z Termini na Sapienzę to najlepsze rozwiązanie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *