Podróże

Calcata, miasto w chmurach

29 marca 2016

Na pozór nic szczególnego, mała włoska mieścina położona w prowincji Viterbo, którą zamieszkuje mniej niż 1000 osób. Ale jak wiemy nie wielkość (zwłaszcza w podróży) świadczy o uroku danego miejsca, a tego Calcacie z pewnością odmówić nie można.

http://i0.wp.com/c1.staticflickr.com/3/2268/2047487360_c191afb31e_b.jpg?resize=876%2C657&ssl=1
Widok na Calcatę

Dlaczego miasto w chmurach?

Już tłumaczę. Zarówno nowa, jak i ta zabytkowa część Calcaty, położona jest 220 metrów nad poziomem morza, a żeby do niej dojechać trzeba, pokonując milion niebezpiecznych zakrętów, slalomem, wspiąć się na sam szczyt. Oczywiście, droga jak na Włochy przystało jest wąska! Osoby zjeżdżające z góry, szczególnie na zakrętach, namiętnie używają klaksonów – w ten sposób sygnalizują wjeżdżającym swoją obecność i unikają czołówki. Fakt, dojazd jest tragiczny, ale uwierzcie mi na słowo, że warto! Na górze będzie czekać na Was coś niesamowitego – stare, zabytkowe miasteczko zbudowane w skałach, położone na samym szczycie góry, a pod nim przepaść i widok zapierający dech w piersiach.

Jak dojechać do Calcaty?

  1. Samochodem – wyjeżdżając z Rzymu należy kierować się na północ w kierunku Viterbo
  2. Autobusem – autobus z Rzymu w kierunku Montebello lub Civitacastellana-Viterbo odjeżdża z placu Flaminio (Piazza del Popolo, Metro A) dokładny rozkład znajdziecie tutaj.
Jak widzicie, dojazd tylko dla odważnych

Historia, a może bardziej ciekawostka?

  • Na szczególną uwagę zasługuje nietypowy kult, który przysporzył temu wydawałoby się zapomnianemu miejscu popularności. Jak się okazuje Calcata przez wieki była znana, z zakazanego przez Watykan, kultu Świętego Obrzezka (wł. Santo Prepuzio), który miał być jedynym zachowanym fragmentem ciała Jezusa. W 1983 roku relikwiarz, w którym miał być przechowywany Obrzezek, zaginął. Do dzisiaj nie wiadomo co się z nim stało.
  • Miasto zostało zbudowane na nekropolii etruskiej, cywilizacji, która według wielu była podstawą do stworzenia potężnego Imperium Rzymskiego. O samej nekropolii etruskiej znajdującej się w Cerveteri dowiecie się już niebawem z naszego bloga.
Kościół, w którym miała być przechowywana relikwia Jezusa
Tak jakby w dla Calcaty czas się zatrzymał
Jeśli kochacie rzymskie uliczki, te też pokochacie

O mieście

… czyli słów kilka o zwiedzaniu. Szykowaliśmy się na wielkie turystyczne wyzwanie, a po 20 minutach okazało się, że zdążyliśmy przeszliśmy całą zabytkową część miasta wzdłuż i wszerz. Czy poczuliśmy się zawiedzeni? Absolutnie nie! Z każdej strony taras widokowy – a z nich widoki nie do opisania. Do tego urokliwe stare, wąskie uliczki, zabytkowe domy z balkonami nad przepaścią, a nawet muzeum! Wszystko porośnięte bluszczem, co sprawia, że klimat częściowo wyludnionego miasta jest jeszcze bardziej niesamowity. Fakt, na swojej drodze spotkaliśmy więcej kotów, z których nota bene również słynie Calcata, niż ludzi, Ci zdecydowali się na przeprowadzkę do nowoczesnej części miasta lub na jej całkowite opuszczenie. Zatem kto w Calcacie został i kto do Calcaty przyjeżdża? Niektórzy mówią, że to miasto widmo – nic bardziej mylnego, w wąskich przejściach możemy spotkać całą masę wszelkiego rodzaju artystów, którzy na szczycie góry odnajdują spokój, piękno i natchnienie. Poza artystami i wolnymi duchami szukającymi ciszy i wytchnienia od zgiełku dużych miast, znajdziecie również pełno ogłoszeń o domach na sprzedaż lub wynajem – dla osób ceniących sobie wyżej wymienione wartości, raj dla ziemi, dla mieszczuchów tragedia!

Przez wielu Calcata nazywana jest miejscem artystów – trudno zaprzeczyć
Taki tam balkon nad przepaścią
http://i0.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/29/Calcata28.JPG?resize=587%2C441&ssl=1

Dla osób, które podczas zwiedzania, czasami lubią zejść z zatłoczonego szlaku i zachwycić się tym co nieznane, pozycja obowiązkowa!

P.S. Z racji tego, że widoki były niesamowite wolałam podziwiać je oczami niż aparatem, stąd zdjęcia wyjątkowo nie są mojego autorstwa. No dobra, tak naprawdę, chociaż widoki faktycznie były niesamowite, dopiero na miejscu zorientowałam się, że aparat zabrałam, ale bateria została w domu, podłączona do ładowarki… Do następnego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *